Stało się! Czarna maska wpadła w moje ręce. Po obejrzeniu wielu filmików w roli głównej z maską Pil’aten, nie mogło być inaczej i sama musiałam ją przetestować na własnej skórze. Czarne kosmetyki są teraz zdecydowanie na topie.

Koreańską maskę kupiłam w drogerii Douglas.

Od producenta

PIL’ATEN czarna maska Peel-Off reguluje wydzielanie sebum, usuwa wągry i redukuje trądzik. Maska natychmiast wchłania się w głąb skóry, głęboko wnika w pory, tym samym je odblokowując. Maska zawiera alantoinę i glicerynę, które łagodzą podrażnienia skóry oraz sprawiają, że skóra staje się delikatna. Produkt otrzymał Perłę rynku kosmetycznego w kategorii najbardziej obiecujący debiut.

Stosowanie:

Przed aplikacją maski dokładnie oczyść cerę. Następnie przykryj twarz ciepłym ręcznikiem, na około 3-5 minut, w celu rozszerzenia porów. Równomiernie rozprowadź preparat na skórze twarzy, omijając takie miejsca jak usta, okolice oczu, brwi, linię włosów.

Produkt: Pil’aten Czarna Maska Peel-Off

Pojemność: 60 g

Cena: 29,90 PLN

Moja opinia:

Maska Pil’aten Peel-Off dostępna jest w dwóch pojemnościach, tj. w saszetce o pojemności 6 g oraz w tubie o pojemności 60 g. Kupiłam większe opakowanie, aby móc zapoznać się bliżej z produktem. Data ważności kosmetyku u mnie wynosi do 28 marca 2020 roku.

Z uwagi na fakt, iż jest to produkt koreański to na kartonowym opakowaniu naklejona była tylko etykieta po polsku. Na kartoniku dostępna jest też instrukcja stosowania w języku angielskim, która się różni od tej w języku polskim. Przede wszystkim tym, że przed aplikacją należy nałożyć Pilaten Black Export Liqiud, który zmywamy po 5-8 minutach. Następnie nakładamy maskę i pozostawiamy 10 – 15 minut do wyschnięcia. Niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć tego płynu.

Nie mogę pominąć składu maski. Maska jest wolna od parabenów, zamiast tego substancją konserwującą jest diazolidynylomocznik – konserwant jest dopuszczony we wszystkich kosmetykach w UE z wyjątkiem kosmetyków dla dzieci. Byłam pewna, że kolor maski zawdzięczamy węglowi, ale nic bardziej mylnego! Za kolor maski odpowiada C1 28440 – barwnik i wzmacniacz koloru, który jest dość silnym alergenem.

Kosmetyk pachnie dość specyficznie i ma gęstą, lepką konsystencję. Moim zdaniem powinien być dołączony jakiś pędzelek do aplikacji maski, bo aplikacja palcem nie jest przyjemna, idzie się upaćkać. Dość grubo musimy nałożyć maskę, tak żeby nie było prześwitów i mam trochę wątpliwości czy saszetka 6 g całkowicie wystarczy na całą twarz.

Maska schnie zdecydowanie dłużej niż 20 minut, ja czekałam lekko ponad 30 minut. Trochę boli jej ściąganie. Skóra jest później zaczerwieniona. A efekt? Szczerze to spodziewałam się bardziej spektakularnych efektów. Maska w jakimś stopniu usuwa zaskórniki, ale w większym stopniu pozbywamy się mieszków włosowych z twarzy. Także, to co zostaje na masce to w dużej mierze mikrowłoski. Kiedy zaczerwienienie już zniknie to skóra jest gładka w dotyku. Czułam trochę przesuszenie.

Póki co maskę stosowałam trzy razy. Obecnie dostępna jest ona w promocyjnej cenie w drogerii Douglas z 16% rabatem, tj. w cenie 24,90 PLN. Z kolei saszetka jest w kwocie 3,50 PLN za saszetkę.