Święta, święta i po świętach…
Przyznaję się że w tym roku roku nie było u mnie żadnych gigantycznych przygotowań. Wszystko udało się zrobić w dwa dni. Nie ukrywam, że cieszę się, że już po świętach, bo czuję się lekko przejedzona…a już od jutra wracam do swojej diety i aktywności fizycznej, co mnie bardzo cieszy.
Co prawda nie czułam przedświątecznej gorączki, ale zwariowałam na punkcie zajączków czy tam króliczków.
Moją miłość rozbudziły zajączki w Starym Browarze, które są limitowane i w ograniczonej ilości do kupienia.
Poświęciłam dwa poranki na stanie w kolejce, żeby kupić zajączki.
Tak prezentuje się moja kolekcja – biały z 2015 roku, metaliczny z 2016 roku oraz aksamitny z 2017 roku.
Teraz trochę o słodkościach…
Przez cały post nie jadłam czekolady, wiem że to żaden wyczyn, ale z wielką przyjemnością wyczekiwałam świątecznych słodkości, które sama przygotowałam.
Upiekłam babkę kokosowo-ryżową, babkę dwukolorową, keksa, chałkę z migdałami i rodzynkami i sernik wiedeński.
 Nie mogło też się obyć bez mojego kultowego koszyka…
a jak mania zajączkowa to…