Tym razem o brzuchu…i diecie bezglutenowej…
Bóle brzucha towarzyszą (a może już towarzyszyły :-)) mi odkąd pamiętam. Zawsze musiałam uważać na to, co jem z obawy, że później nie będę czuć się dobrze. Mogę śmiało powiedzieć, że problemy z brzuchem ograniczały mnie i nie raz przez nie musiałam zmieniać swoje plany.
Stan pogarszał się coraz bardziej…a ja się odbijałam od drzwi jednego gabinetu do drugiego. Nie mogłam sobie wyobrazić stanu idealnego…tygodnia bez bólu brzucha. Ciągłe wizyty u lekarza i  przyjmowane leki sprawiały, że czułam się naprawdę chora.
W końcu po wielu latach “szukania”, postawiono diagnozę – choroba trzewna, zwana również celiakią, którą potwierdziły u mnie badania genetyczne.
Wcześniej przez krótki czas byłam na diecie bezglutenowej, ale ze względu na konieczność przeprowadzenia dodatkowych badań laboratoryjnych musiałam wrócić na gluten. Od lipca 2015 roku moje życie bez glutenu rozpoczęło się na dobre…jestem na bezwzględnej diecie bezglutenowej.
Nie używam stwierdzenia “choruję”, “jestem chora” podchodzę do tego tak, że prowadzę zdrowy tryb życia i tyle. Jeszcze przyjmuję leki, ale nie skupiam się zbytnio na nich.
Początkowo byłam zmartwiona. Przede wszystkim z tego względu, że musiałam zmienić zupełnie swoje nawyki żywieniowe. Moje posiłki od śniadania, aż po kolacje muszą być zaplanowane i przemyślane. Dodatkowo jestem na diecie bez laktozy. Przez co, wachlarz produktów, które mogę jeść zawęził się jeszcze bardziej.
Zmartwiłam się również z tego względu, że uwielbiam piec różne ciasta,  torciki i ciasteczka. Bałam się, że przez swoją przypadłość moje hobby przestanie nim być. Jednak potraktowałam to jako szansę na nowe możliwości i doświadczenia. Nie wszystkie wypieki wychodzą od razu, ale się nie poddaję. Na pewno zmienił mi się też smak i wyostrzył węch. Zawsze byłam w stanie wyczuć wypieki przechodząc ulicą, a teraz to potrafię się wrócić, żeby jeszcze sobie chwilę powąchać.
Początkowo było ciężko, jednak teraz nie ciągnie mnie już do glutenu. Nie przeszkadza mi, jak ktoś w moim towarzystwie zajada się pysznymi glutenowymi smakołykami. Oczywiście czasem sobie myślę o bułeczce maślanej czy ciepłej drożdżówce z rabarbarem.

Obok diety bezglutenowej muszę walczyć z żywnością wysoko przetworzoną.

Zaczęłam jeść więcej owoców. Pić soki i smoothie, które czasem są w stanie zastąpić mi posiłek. Traktuję je jako jedzenie w płynie.

Z książek mogę polecić pozycje widoczne na zdjęciu.

Z kolei w sieci często zaglądam na Gotuj Zdrowo i Olga Smile.

 

Bez glutenu nie znaczy, że nie może być smacznie. Mam swoje smakołyki, którymi zajadają się wszyscy.

Owsiane naleśniki
Teraz robię tak, że nie szukam bezglutenowych przepisów, tylko wykorzystuje te “normalne” zastępując pszenną mąkę bezglutenową.
Z mąk bezglutenowych mogę polecić firmę Provena i Bauckhof.
W produkty bezglutenowe zaopatruję się w Piotrze i Pawle, w którym możemy dostać między innymi produktu firmy Glutenex, tylko musimy uważać, bo niektóre z nich nie należą do naturalnych, a także produkty firmy Schaer. Odwiedzam też sieć sklepów Organic Farma Zdrowia. Warto zajrzeć też na Friendly Food.
Mam to szczęście, że w Poznaniu niedawno otworzyli Piekarnię BEZ Bezglutenową. Minusem jest jej funkcjonowanie, przede wszystkim chleb na zamówienie i godziny otwarcia (10 – 16).
Próbowałam zrobić pączki bezglutenowe na Tłusty Czwartek, jednak Pączki Bezglutenowe vs JA 1:0. Zdecydowałam się więc zamówić pączki z piekarni Margita.